Endzio jak zwykle miał spore problemy z odmierzaniem mi czasu podczas jogi, ale dzisiaj przeszedł (dosłownie) samego siebie. Leżąc na podłodze przez godzinę udało mu się pokonać ponad 100 metrów. Odwiedził sąsiadów po drugiej stronie ulicy. Śmisznie, ale jak ja mam mu teraz uwierzyć podczas biegania?