10 stycznia 2015

dream big

nie dość, że fatalnie ostatnio sypiam (jak już uda mi się zasnąć) to jeszcze mam super zryte sny. dzisiejszej nocy na przykład obudziłam się zapłakana, bo śniło mi się, że łażąc po krakowie (nie wiem skąd wiem, że to kraków, bo krakowa nijak to nie przypominało) z jakimś bliżej nieokreślonym chłopakiem (nie pamiętam twarzy) w bliżej nieokreślonym celu weszłam przez okno do jakiejś kamienicy. jak się okazało, w pokoju w którym wylądowałam znajdowało się rodzeństwo chłopaka z którym łaziłam. dużo rodzeństwa. chłopak napisał list z podziękowaniami dla kogoś, kto przysłał im prezenty z okazji świąt, a ja wielce hojna zaofiarowałam, że ten list wyślę i sama za niego zapłacę (dobroczyńca roku, dżizas...), na co jakieś małe chłopaczątko postanowiło pokazać mi prezent jaki dostało. prezentem tym była apteczka. dzieciątko powiedziało "chcę zostać lekarzem" czy "dzięki temu będę mógł zostać lekarzem", na co ja we śnie zareagowałam dzikim szlochem. mam nadzieję, że w rzeczywistości nie szlochałam tak głośno jak we śnie, ale faktem jest, że obudziłam się czując łzy na mordzie. kurwa, co się dzieje. jeśli to, co nam się śni stanowi odzwierciedlenie tego, co dzieje się w naszej podświadomości, to moja podświadomość jest chora. i potrzebuje lekarza... hm. miałoby to sens. zabawnie.