19 grudnia 2014

-ość


ja nie siwieję, ja się złocę. like a boss, ha!

dumając nad super kejsem przeprowadziłam przegląd włosów, coby stwierdzić jak bardzo końcówki się porozdwajały od ostatniego cięcia metodą chałupniczą (troszkę). znalazłam wtenczas złoty włos. tak to mogę siwieć... chociaż obawiam się, że w blondzie nie będę wyglądać korzystnie, już ten biały byłby lepszy (secundo chociaż - ładnemu we wszystkim ładnie).

odkrycie to sprowokowało mnie do refleksji na temat mojego dotychczasowego życia... okej, może niekoniecznie znalezienie złotego włosa mnie do tego sprowokowało - koniec roku, kolejne coraz większe faile i brak perspektyw - tak, to jest mocny powód dla rozmyślań.

z pobieżnej analizy mojego roku 2014 wynika, że był chujowy. w kosmos. bardzo. nie umiem przywołać w pamięci drugiego tak porażkowego roku jak ten. może to dlatego, że już stara dupa jestem, i inaczej definiuję "porażkę" teraz niż dziesięć lat temu. sama możliwość napisania/powiedzenia "dziesięć lat temu" bez odwoływania się do okresu prenatalnego bądź wczesnoniemowlęcego mojego życia trąca porażką. dziesięć lat temu miałam 14 lat i uważałam, że ludzie którzy kończą studia są straaaaaaaaaasznie starzy i nie byłam w stanie pojąć swoim beztroskim umysłem tego, jak można tak długo żyć. dzisiaj o ludziach starszych ode mnie o dziesięć lat nie powiedziałabym że są hiper starzy, bo wiem, że jutro się obudzę i sama będę miała 34 lata.

nie chcę besztać dnia przed zachodem słońca, bo w ciągu tych kilkunastu ostatnich dni wiele może się zmienić, wątpię jednak, by zmieniło się tak drastycznie, że rok z "meh" zrobi się "yay!". jestem jednak otwarta na wszystko, co los dla mnie szykuje, byle by nie był to low kick.