eh sylwester, sylwester..! na cóżeś ty jest? nie mam potrzeby celebrowania tego dnia, co właśnie manifestuję siedząc w spranej bluzie i brudnych leginsach przed laptopem, nie mniej jednak atmosfera zaczyna mi się udzielać. mam skompletowaną filmową plejlistę, kabanoski z lidla się chłodzą - zapowiada się party hard!
w tym miejscu przypomina mi się poprzedni taki nolife'owy sylwester, a był to sylwester a.d. 2006 (aż się łezka w oczku kręci na myśl, że to tak dawno). gwóźdź programu: dysponując numerem gg najbardziej ciachowego ciacha z mojego LO i widząc, że jest dostępny zrobiłam najgłupszą możliwą rzecz, jaką można było wtedy zrobić. napisałam do niego. dokładnie o północy. to straszne, że wciąż czuję zażenowanie na myśl o tym, ale wtedy byłam z siebie tak niesamowicie dumna... nic z tego nie wyszło, ale miałam radochę przez jakiś czas. człowiek młody to głupi...
a propos głupoty - w mijający rok weszłam totalnie bezmyślnie i bezrefleksyjnie, efekty czego widać było przez cały praktycznie czas. właściwie na własne życzenie spotkało mnie kilka przykrych rzeczy, które w mniejszym lub większym stopniu wywarły na mnie wpływ. było oczywiście też parę fajnych motywów, ale podsumowując 2014 stwierdzam, że był to beznadziejny rok. jest jednak dobrze, bo mądrzejsza o tych kilka(naście) doświadczeń wiem już (mniej więcej) czego (nie) chcę, dzięki czemu istnieje szansa, że nie będę taką kretynką i 2015 będzie lepszy.
nigdy nie odczuwałam potrzeby stawiania sobie celów na nowy rok, bo wiem z doświadczenia (innych ludzi), że po standardowym okresie entuzjazmu następuje gwałtowne załamanie formy i wszystko wraca do starej normy. teraz jednak, poczyniwszy pewne refleksje na temat swojego dotychczasowego życia, spreparowałam skromną listę intencji na 2015. mam na niej parę postanowień (nie zacznę ćpać, przestanę marnować czas oraz zacznę się odżywiać jak człowiek), kilka planów (top secret, coby nie zapeszyć) i pierdyliard życzeń (m. in. spotkać księcia z mojej bajki) - w ten oto genialny sposób moje postanowienia są wykonalne (ale i tak stanowią pewien challenge, żeby nie było że idę na łatwiznę) (nie mówię tu o ćpaniu, ćpanie wpisałam ze względów czysto prewencyjnych), plany realne (przy odrobinie wysiłku i korzystnemu układowi planet i gwiazd), a życzenia - wiadomo, kij z tego będzie, ale pomarzyć se można. grunt, że nie postanawiam i nie planuję niczego, czego nie jestem w stanie osiągnąć sama.
nie mam wielkich oczekiwań co do 2015. nie liczę na nic, oprócz tego, co jestem w stanie wyrwać losowi. będzie dobrze [w tym miejscu powinnam wstawić creepy wideo z creepy babką, która mówi "będzie dobrze", ale niee, dam sobie siana]
nigdy nie odczuwałam potrzeby stawiania sobie celów na nowy rok, bo wiem z doświadczenia (innych ludzi), że po standardowym okresie entuzjazmu następuje gwałtowne załamanie formy i wszystko wraca do starej normy. teraz jednak, poczyniwszy pewne refleksje na temat swojego dotychczasowego życia, spreparowałam skromną listę intencji na 2015. mam na niej parę postanowień (nie zacznę ćpać, przestanę marnować czas oraz zacznę się odżywiać jak człowiek), kilka planów (top secret, coby nie zapeszyć) i pierdyliard życzeń (m. in. spotkać księcia z mojej bajki) - w ten oto genialny sposób moje postanowienia są wykonalne (ale i tak stanowią pewien challenge, żeby nie było że idę na łatwiznę) (nie mówię tu o ćpaniu, ćpanie wpisałam ze względów czysto prewencyjnych), plany realne (przy odrobinie wysiłku i korzystnemu układowi planet i gwiazd), a życzenia - wiadomo, kij z tego będzie, ale pomarzyć se można. grunt, że nie postanawiam i nie planuję niczego, czego nie jestem w stanie osiągnąć sama.
nie mam wielkich oczekiwań co do 2015. nie liczę na nic, oprócz tego, co jestem w stanie wyrwać losowi. będzie dobrze [w tym miejscu powinnam wstawić creepy wideo z creepy babką, która mówi "będzie dobrze", ale niee, dam sobie siana]
***
czytaczom mojego blogaska (a są tacy, bo mi wykresiki skaczą!) życzę dobrzości (czyli, żeby było dobrze) i miłości (analogicznie: żeby było miło). buziaczki!