20 grudnia 2014

letitgo

jest Wham, są święta! do pełni świętowości brakuje mi już tylko śniegu (wrzaski mamy - są, mnóstwo sprzątania - jest, nerwówka - jest. świąteczna atmosfera w komplecie!). (tak, nienawidzę świąt). 

tonąc w tej radosnej atmosferze czytam sobie internety a w nich to. skusił mnie tytuł i obietnica robienia czegoś fun w przyszłym roku. jak zwykle w przypadkach takich list - rozczarowanie. just to name a few:

17. gdzie jest fun w samotnym pójściu do restauracji czy do kina, ja się pytam? kumam koncept "najpierw pokochaj siebie, by inni kochali ciebie" i "jeśli nie czujesz się dobrze sama ze sobą, to nikomu nie będzie z tobą dobrze" ale samotne spożywanie posiłków w restauracji to przesada. dno dna, którego nigdy nie zamierzam sięgnąć. odpada.

41. ugotuj zupę. no błagam. widać, że pisane to było przez super joginkę, która żywi się energią kosmosu i wystarczy jej samotna konsumpcja w restauracji. jeśli coś ma być wyjątkowo fun, to z pewnością nie jest tym gotowanie sobie zupy. no dobra, gotowanie jest fun, ale nie aż tak żeby wpisywać to na taką listę. odpada po stokroć.

34. mój faworyt: spisz testament. jeśli to ma być fun, to ja dziękuję. szczególnie gdy nie ma się czego do tego testamentu wpisać. już robienie z siebie smutasa w jadłodajni jest lepsze. 

jedyne sensowne rzeczy, które mogłabym wziąć pod uwagę znajdują się w punktach 12 i 49. reszta - super płytkie rzeczy, które może i mogą być fun, ale na chwilę. a ja już nie chcę niczego "na chwilę". 

zacznę, kurwa, medytować.