99 wyświetleń temu stuknęło mi 3000 wizyt. Nie wiem skąd, nie wiem jak, zapewne 99 proc tego to jakieś boty z Syberii, bo merytorycznego kontentu tu jak na lekarstwo, a nikt na blogaska nie wchodzi dla ładnej buzi blogopisarki (a może?), a aż tak sprytna nie jestem, żeby umieć wyczytać co mi gógl analitiks pokazuje w tej kwestii. Anyways, spoczko, że ktoś tu zagląda, jest mi miło, pjona i wirtualne buziaczki.
Mało pisałam ostatnimi czasy, bo tak jakoś. Zabiegana jestem. Byłam w sumie, bo teraz to już tylko bieganie dosłowne mi zostało. Dostałam pracę (yay!), szukam mieszkania (nope) i ogarniam kopytka, bo w przypływie entuzjazmu zapisałam się na nocną dychę (czym kiedyśtam groziłam), która to odbędzie się za około 24 dni. 24 dni a ja w tym sezonie najdłużej biegłam za jednym razem przez 35 minut, robiąc pięć km z lekkim hakiem. Szału nie ma, tym bardziej że mądre artykuły mądrych specjalistów stanowią, iż przygotowując się do przebiegnięcia dychy na zawodach, trzeba w ramach tychże przygotowań wybiegać milion kilometrów tygodniowo. Milion to przesada, ale 40 km tygodniowo to dla mnie tak samo nieosiągalny wynik jak i ten milion. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Albo raczej wybiegnie.
Chciałabym się podzielić jeszcze jakąś światłą refleksją, ale jestem głodna, a jak głodna to zła i myśleć mogę tylko o tym, że jestem głodna. W związku z tym odraczam podzielenie się refleksją głębszą do czasu uzupełnienia żołądka. A Wy czytajcie mnie dalej. Buziaczki.