09 marca 2015

kobietom

Tekst stary, sprzed (ponad?) roku. Kilka rzeczy ujęłabym inaczej, ale przesłanie się zgadza.

**

Jakiś czas temu na fejsie trafiłam na profil poświęcony Świrszczyńskiej, która obok Poświatowskiej była moją ulubioną poetką w burzliwym okresie liceum. Zaczytywałam się wtedy namiętnie w ich wierszach, bo fantastycznie oddawały to, co swoim nastoletnim naiwnym serduszkiem odczuwałam. Uwielbiałam czytać o nieszczęśliwych, niespełnionych miłościach, o smutku i umieraniu, o zwykłej beznadziei dnia codziennego, gdy nie można być z osobą, którą kocha się całym sobą. Oczywiście polubiłam, bo wciąż czuję sentyment do babrania się we własnym mentalnym gówienku.

Boże.

Nie ma lepszej metody na pielęgnowanie bezsensownego butthurtu niż czytanie takich wierszy. Jeśli istnieje coś bardziej szkodliwego dla człowieka niż używki, to właśnie będzie tym poezja, przekazująca idiotyczne i niepoważne poglądy na relacje damsko-męskie.

Nigdy nie byłam jakoś wyjątkowo wrażliwa na poezję - Miłosz mnie nudził, Herbert męczył, Szymborską i Leśmiana czasem akceptowałam, czasem nie, zazwyczaj jednak miałam ochotę uciec z lekcji gdy trzeba było rozbebeszać wiersze i doszukiwać się w nich miliarda ukrytych znaczeń. Jednak gdy widziałam Poświatowską - serce mięknie, łzy w oczach, a o cierpieniu podmiotu lirycznego mogłam słuchać 24/7. Dobrze, że nie było jej (i jej podobnych) w programie zbyt dużo.

Rozumiem, że poezja ma oddziaływać na czytelnika, ma poruszać serce, ale nie powinna tworzyć jednocześnie papki z mózgu. Nienawidzę Poświatowskiej i Świrszczyńskiej za to, że sprawiają, że czuję się jak gówno z powodu bycia samotną. Że wmawiają mi, że powinnam teraz leżeć w wannie z podciętymi żyłami albo snuć się jak cień i wypruwać sobie wnętrzności z żalu i rozpaczy. Że sensem życia jest związek - nie ważne czy szczęśliwy czy nie, a jak nie to nawet lepiej, bo można dalej pierdolić smuty. 

A najgorsze z tego wszystkiego jest fakt, że taką krzywdę kobietom robią - w przytłaczającej większości - same kobiety.

Jest tyle inspirujących silnych kobiet wokół, których warto słuchać i na których warto się wzorować - nie, poczytam ćpunkę z depresją, ona wie lepiej jak mam żyć i lepiej rozumie co czuję. No kurwa no, jak widzę takie zniewolone intelektualnie istotki to wzbiera we mnie agresja. Feministki powinny zająć się takimi amebami, a nie pierdoleniem o równości kobiet i mężczyzn, bo mając wśród siebie w/w organizmy to można walczyć o równość ale co najwyżej z trzodą chlewną. Kobiety - ogarnijcie się. 

Brak komentarzy: