Oglądając ostatnio jutjuby natrafiłam na Good Mythical Morning o fobiach (came for the story, stayed for the beard). Odcinek ten zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam zadać sobie pytanie o moje fobie.
Łapię się z pewnością na arachnofobię (bleh fuj, pajączury a kysz). Nie ucieknę (już!) z dzikim krzykiem na widok domowego pająka (chociaż te krakowskie mutanty są absolutnie odrażające), ale przebywanie w jednym pomieszczeniu z pająkiem, którego widzę jest dla mnie co najmniej niekomfortowe i gdybym mogła swobodnie posługiwać się jakimś miotaczem ognia albo innym ustrojstwem pożogogennym o wystarczająco długiej rączce, to nie wahałabym się ani chwili. W sensie, że zastosowałabym toto w stosunku do (czy pająki to owady? nie chcę wchodzić na wiki, żeby się tego dowiedzieć, bo tam pewnie są zdjęcia) pająka. I każdej rzeczy z którą mógł mieć kontakt. Fuj.
Jednak fobią, która w największym stopniu upośledza moje życie jest dumasafobia. Dumasafobia, czyli śmiertelny lęk przed głupimi ludźmi. Boję się, że pewnego pięknego dnia poniosę śmierć z rąk jakiejś tępej dzidy. Albo z rąk własnych, bo nie będę w stanie dalej znosić ogromu otaczającej mnie głupoty. Przykładem głupich ludzi, którzy wzbudzają we mnie największy lęk są typy bezmózgów z problemem z alkoholem i syndromem kozaka, tj. "co mnie nie zabije to mnie wzmocni, hehe", często spotykany w wersji ostrej -nieuleczalnej, w której to osobnik posiada mylne przeświadczenie o swojej nieśmiertelności (bo umysł takiego osobnika nieskalany jest myślą o konsekwencjach).
Ciężko znaleźć definicję człowieka głupiego, która pozwalałaby w sposób skuteczny taką jednostkę zidentyfikować i wyeliminować ze społeczeństwa. Czasem głupi człowiek potrafi się dobrze maskować i udawać mądrego, aż tu pewnego dnia BAM! okazuje się, że to jednak debil (takie elementy najbardziej uprzykrzają życie). Każdy może więc być głupi (ja też bym mogła, ale nie jestem, obiecuję). Jednym z najlepszych narzędzi służących eliminacji jednostek wadliwych są mechanizmy reakcji karnej. Jeden z najlepszych, ale wciąż wadliwy, co niestety trzeba z żalem przyznać. Według mnie istnieje jednak możliwość obejścia tego problemu. Udałoby się to, gdyby zarówno wymiar sprawiedliwości jak i społeczeństwo (oczywiście ta mądrzejsza jego część) przełączyła się z myślenia o prawie karnym jako o mechanizmie odpłaty za uczynione zło czy eliminowania jednostek czyniących zło ze społeczeństwa, na myślenie o karze jako o sposobie humanitarnego, a jednocześnie społecznie opłacalnego piętnowania głupoty. Jak ktoś był na tyle głupi, że zrobił coś, co jest nie dość, że wyraźnie zakazane, to jeszcze zazwyczaj i moralnie naganne, ORAZ dał się złapać - do łagru z nim/nią (albo do kopalni - to by wyeliminowało problem nierentownych kopalni). Jak ktoś złamał prawo i nie dał się złapać - znaczy, że taki głupi jednak nie jest. Albo ma znajomości wśród innych głupich ludzi.
Ostatnio gdzieś wyczytałam (możliwe, że w komentarzach na wybiórczej pod artykułem o kryzysie w Wenezueli), że idiotów jest tak dużo, bo ludzie inteligentni używają prezerwatyw. Jest to konstatacja bardzo smutna i korzystając z autorytetu, który bez dwóch zdań posiadam, apeluję do moich mądrych, błyskotliwych i światłych czytelników - porzućcie antykoncepcję! Bo nas debile zdziesiątkują i trzeba będzie znowu zaczynać od zera w jaskiniach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz