We wczorajszej POLITYCE (nr 8) znaleźć można artykuł o potencjale reklamowym polskich skoczków. Tak przynajmniej wynika z początkowych akapitów tekstu, bowiem już na początku tekstu przeczytałam coś, co mnie zszokowało i zadziwiło i nie byłam w stanie czytać dalej. Muszę się podzielić moim zdziwieniem.
Druga kolumna: Stoch jest najlepszym polskim skoczkiem, więc może dostać najwięcej kasiorki od reklamodawców. Zdanie prawdziwe, nie ma co się zastanawiać. Dalej - w ubiegłym roku zarobił 1,5 mln PLN co w zestawieniu najlepiej zarabiających polskich sportowców ubiegłego roku (sporządzonym przez SE) plasuje go - i tutaj umarłam - na początku szóstej dziesiątki.
Co z tego wynika? Otóż wynika z tego, że mamy w Polsce co najmniej 51 sportowców, którzy w ubiegłym roku zarobili co najmniej 1,5 mln złotych. Jest to dla mnie szok, bo polskich sportowców, których bym posądziła o takie zarobki jest - wg mnie - może z dziesięciu, a że samych sportowców, którzy w ogóle zarabiają uprawianiem sportu i się o nich słyszy jest z pięćdziesięciu.
Muszę w tym miejscu wytłumaczyć, że nie jestem wielkim kibicem sportowym, jak telewizja rzuci jakim ochłapem i pozwoli oglądać to obejrzę, czemu nie, nawet się wczuję i zestresuję, ucieszę albo częściej zasmucę. Wiem o co kaman w piłce nożnej (wiem że spalone mogą być nie tylko kotlety). Grałam swego czasu w siatkówkę i koszykówkę; bardzo podoba mi się piłka ręczna i ubolewam nad tym, że pani wuefistka w gimnazjum nie miała ikry, by poświęcić tej dyscyplinie więcej czasu.O zasadach rządzących polskim, czy też światowym, sportem wiem tyle, co mi powiedzą w telewizorni (czyli wiem piąte przez dziesiąte i że wszyscy to złodzieje i w ogóle ujnia). Kojarzę orłów Engela z Korei. Tak poza tym to raczej kicha.
/reklamy, przeglądam "złotą setkę" SE/
Okej, przejrzałam listę stu najlepiej zarabiających polskich sportowców w roku 2014. Jak można się było domyślić - większość to kopacze. Gratuluję, Polska wciąż jest mistrzem Polski.
Zasmuciło mnie to zestawienie. Nie wiem czy można i czy w ogóle jest sens czynienia jakichkolwiek porównań między sportowcami różnych dyscyplin, czy to pod względem nakładów pracy, wysiłku i pieniędzy na szkolenie i treningi, ogólnie rozumianego talentu czy odnoszonych sukcesów, niemniej jednak czuję potrzebę wyrażenia głębokiego żalu, widząc zarobki pewnej biegaczki narciarskiej, pewnego skoczka narciarskiego i na przykład tenisistki w porównaniu do fortuny skasowanej w ubiegłym roku przez pewnego piłkarza. Bardzo mi to nie gra. Nie odmawiam talentu i ciężkiej pracy panu L., ale serio, 100 milionów? Czemu nie tryliard? Skąpiradła w tym Monachium siedzą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz