Dawno temu chciało mi się pisać. Te czasy już niestety minęły (bezpowrotnie?). Od dłuższego czasu cierpię na niemoc twórczą, co częściowo spowodowane jest tym, że już nie siedzę na bezrobociu i nie mam za bardzo możliwości pisania na blogasku na bieżąco tego, co mi do głowy wpada, a częściowo z lenistwa. Trochę się rozleniwiłam w pracy, tak. Mojej głowy nie zaprzątają już ważne życiowo sprawy takie jak globalne ocieplenie czy głód w krajach trzeciego świata, tylko "czy starczy mi do dziesiątego?" i "w co ja się jutro ubiorę??". Tak, to jest dorosłość. Nie ma się tyle czasu ile by się chciało na robienie tego, co się lubi, trzeba wstawać rano i myśleć jak zrobić, żeby przeżyć, nie pisząc do tateły żeby podzielił się swoimi pieniąchami. Dorosłość...
Teraz będzie szczere wyznanie. Możliwe, że trochę śmieszne. Otóż - dorosła nie poczułam się widząc na koncie grube hajsy tytułem "wynagrodzenie za klikanie", ale kupując sobie skarpetki. Nie były może jakieś super, cenowo też chyba szału nie ma, ale zapłaciłam za nie z własnych środków a nie za tacine. Dziwnie się czułam płacąc za nie. Odchodząc od kasy spojrzałam w lustro i ujrzałam w nim kogoś zupełnie innego. Kogoś, kogo stać na własne, nie dzielone z nikim, nie kupione przez mamusię, skarpety.
Wciąż nie mogę otrząsnąć się z tego skarpetkowego szoku. Z obawy przed szokiem, jakiego mogę doznać, daruję sobie kupowania majtek.
Kurtyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz